26 marca był dniem podwójnych wyborów na Ukrainie, ponad 30 milionów obywateli wybierało swoich przedstawicieli nie tylko do Narodnej Rady, ukraińskiego parlamentu, ale także do władz obwodów, powiatów oraz miast. Dzień ten, oprócz wyłonienia ugrupowań, które przez najbliższe lata będą kierowały polityką państwa, miał być również sprawdzianem funkcjonowania demokratycznych procedur obierania władz. Ze 130 partii politycznych, które istnieją na Ukrainie, w wyborach parlamentarnych wzięło udział 45. Dla większości z nich, przedwyborcze sondaże prognozowały znikome, liczone w promilach, poparcie. Część formacji, pragnąc zagospodarować skrajne grupy elektoratu, występowała z radykalnymi, najczęściej antysemickimi hasłami. Te same badania upatrywały zwycięzcę w Partii Regionów, kierowanej przez prorosyjskiego Wiktora Janukowycza, wielkiego przegranego wyborów w roku 2004. Szanse na triumf dawano też 2 partiom wywodzącym się z byłej “pomarańczowej” koalicji, która definitywnie rozpadła się we wrześniu 2005 roku: Naszej Ukrainie prezydenta Juszczenki i Bloku Julii Tymoszenko.
Po wyborach prezydenckich z 2004 roku i konieczności powtórnego przeprowadzenia decydującej, drugiej tury wyborów z powodu dużej liczby przypadków złamania prawa wyborczego, powszechne była obawa o uczciwość i rzetelność tegorocznej elekcji. Postawa ta była tym bardziej uzasadniona, że na mocy kompromisu zawartego między obozem Kuczmy i Janukoywcza, a Juszczenki w grudniu 2004 roku, wiele kompetencji miało w 2006 roku przejść z rąk prezydenta w gestię parlamentu. Mogło to spowodować ponowne przypadki bezprawnej ingerencji w przebieg i wyniki wyborów przez jedną z kandydujących stron.
Z tego powodu po raz kolejny wskazana była obecność znacznej liczby zagranicznych, niezależnych obserwatorów, którzy mieli czuwać nad właściwym przebiegiem procesu wyborczego. Korzystając z pomocy Instytutu Badań nad Stosunkami Międzynarodowymi oraz organizacji Stosunki Międzynarodowe swojego obserwatora postanowiły również wysłać Warsztaty Analiz Socjologicznych.
* * *
Liczba zagranicznych obserwatorów, czuwających nad właściwym przebiegiem wyborów na Ukrainie, wynosiła blisko 850 osób. Najwięcej z nich pochodziło z Polski, znacznie mniej z Węgier, Rosji (obserwatorzy z tego kraju nie stwierdzili nieprawidłowości nie tylko podczas tegorocznych wyborów, ale również w roku 2004), Czech i Słowacji. W tym roku żadnego swojego obserwatora nie wysłała Kuba ani Korea Północna. Z ramienia Instytutu Badań nad Stosunkami Międzynarodowymi pojechało 85 osób, w przeważającej mierze studentów stosunków międzynarodowych z różnych uczelni w Polsce. Dla znakomitej większości tegoroczne wybory miały być pierwszymi, w których uczestniczyć mieli jako obserwatorzy. Chęć dorównania tym, którzy byli na Ukrainie podczas Pomarańczowej Rewolucji, wykrycia równie poważnych uchybień, było powszechne i w przyszłości miało pociągnąć za sobą pewne konsekwencje.
Autokary z obserwatorami wyjechały z Warszawy w piątkowy wieczór. Do miejsca przeznaczenia, niewielkiego miasta Fastov, położonego w obwodzie kijowskim, dotarły w sobotnie popołudnie. Dla znajdującej się tam polskiej parafii katolickiej (położonej przy ulicy Armii Czerwonej) przywieziono pokaźną ilość prasy, zwłaszcza tygodników, brak dostępu do polskojęzycznych gazet był dla polskiej społeczności znacznym problemem. Podczas całej, liczącej kilkaset kilometrów, podróży przez Ukrainę, można było obserwować kampanię wyborczą, prowadzoną jednak nie za pomocą plakatów, ale długich, liczących nawet kilkanaście metrów, wstęg odpowiedniego koloru. Ten oręż walki politycznej wywieszany był na płotach, słupach i przede wszystkim drzewach, dlatego nawet w środku lasu nie można było uciec od kampanii wyborczej.
W sobotni wieczór odbyło się szkolenie oraz przyporządkowanie 2 – lub 3 – osobowych zespołów do odpowiednich lokali. Ponieważ założono, że procedura liczenia głosów, najważniejsza część całego dnia wyborczego, zakończy się nie wcześniej niż o godzinie 2 – 4 nad ranem, postanowiono zrezygnować z obserwowania pierwszych kilku godzin elekcji. W ten sposób, zamiast od godziny 5 rano, większość grup dotarła do swoich lokali miedzy godzinami 10, a 11. Wszystkie zespoły zostały rozlokowane w dwóch okręgach: fastovskim, oraz borysławskim.
Najwięcej przypadków łamania prawa wyborczego podczas 2004 roku dotyczyło: prowadzenia agitacji wyborczej w budynku komisji lub w najbliższym otoczeniu; wydawanie kart do głosowania osobom, które nie potrafiły wylegitymować się uprawniającym do tego dokumentem; obecność uzbrojonych funkcjonariuszy milicji w lokalu; brak możliwości oddania głosu w specjalnych boksach; “pomoc” przy wyborze kandydata po otrzymaniu kart wyborczych; wielokrotne głosowanie tych samych osób; niszczenie kart lub całych urn; nieprawidłowe podliczanie głosów oddanych na poszczególnych kandydatów; wadliwe opieczętowanie urn; dorzucanie głosów do urn, zwłaszcza przenośnych. Na te elementy procesu wyborczego obserwatorzy mieli zwracać najbaczniejszą uwagę.
Połączenie wyborów parlamentarnych oraz samorządowych pociągnęło za sobą liczne negatywne konsekwencje dla ich przebiegu. Wyborcy otrzymywali 4 karty do głosowania, na każdej z nich musieli podpisać się na odrywanym kuponie kontrolnym, jednocześnie musieli złożyć swoją sygnaturę na dwóch spisach wyborców. W ten sposób wydanie kompletu kart wyborczych dla jednej osoby zajmował około 5 minut. Niedostateczna ilość boksów wyborczych zmuszała do długiego oczekiwania na wejście do nich. Powodowało to ogromny ścisk i na sali, w której umiejscowiona była komisja i w całym budynku, gdyż wyborcy, aby dostać się do głównej sali musieli czekać zazwyczaj ponad godzinę. Co ciekawe i godne odnotowania, odnotowane przypadki rezygnacji z braniu udziałów w wyborach z powodu nadmiernego tłoku i długiego czasu oczekiwania były sporadyczne, mimo iż łączny czas spędzony w lokalu wyborczym często przekraczał 2 godziny.
Długie oczekiwanie na otrzymanie kart wyborczych i późniejsze wypełnienie ich było najczęstszym spostrzeżeniem, jakie obserwatorzy zgłaszali w swych raportach. Cały proces wyborczy na terenie dwóch obwodów, do których skierowani byli polscy obserwatorzy przebiegał bardzo spokojnie. Poza wspomnianymi wyżej niedogodnościami odnotowano incydentalne przypadki wydawania kart do głosowania osobom, których nie było na listach wyborców lub które miały zniszczone dokumenty, niesamodzielne wypełnianie kart wyborczych (najczęściej związane to było z pomocą osobom starszym), oddawanie głosu poza boksami. Niestety, większość zespołów obserwatorów nie uczestniczyła do końca w procesie podliczania głosów, gdyż kończąc pracę między 2, a 3 w nocy, mogli uczestniczyć tylko przy odpieczętowywaniu urn, opróżnianiu ich i rozdzielaniu głosów oddanych na poszczególnych kandydatów. Niestety, 6 rodzajów kart i kilkadziesiąt ugrupowań, przy których można było postawić krzyżyk, spowodowało, że niektóre lokale zakończyła sumowanie głosów dopiero we wtorek.
Z dużą dozą prawdopodobieństwa można jednak przyjąć, że podczas nieobecności zagranicznych obserwatorów sami Ukraińcy zadbali o uczciwość liczenia głosów. Założenie to nie jest bezpodstawne. W każdym lokalu znajdowali się obserwatorzy z co najmniej kilkunastu partii politycznych, którzy uważnie obserwowali pracę komisji. Ponadto w wielu lokalach, jako obserwatorzy znaleźli się członkowie komitetów wyborczych kandydatów w wyborach samorządowych, którzy najpilniej czuwali nad uczciwością i rzetelnością wszystkich procedur. Obawy komisji przed posądzeniem o łamanie ordynacji wyborczej wymuszały bardzo rygorystyczne i ścisłe przestrzeganie przepisów, co wpływało na czas obsługi każdego wyborcy i prowadziło do kłótni w sytuacjach, kiedy osoby z nawet lekko zniszczonym paszportem odsyłane były z niczym.
Spokojny, zgodny z prawem przebieg wyborów nie usatysfakcjonował wielu obserwatorów, którzy spodziewali się różnych atrakcji i problemów w dniu głosowania. Niezrealizowana chęć przygody najbardziej jaskrawo uwidoczniła się podczas poniedziałkowych publicznych wystąpień przewodniczących wszystkich zespołów. O poważnym naruszeniu prawa wyborczego i podstawie do unieważnienia wyborów miały świadczyć tak mocne argumenty jak chociażby obecność w lokalu mężczyzn w czarnych, skórzanych kurtkach. Oczywiście, stwierdzano nieprawidłowości w przebiegu procesu wyborczego, nie były one jednak na tyle poważne i liczne, aby zaprzeczyć uczciwości wyborów i podważać ostateczny wynik.
Misja obserwatorów nie zakończyła się wraz z opuszczeniem lokali wyborczych. W poniedziałek, cała grupa udała się do Kijowa, gdzie spotkała się z polskim ambasadorem na Ukrainie, panem Jackiem Kluczkowskim, a także z polskimi parlamentarzystami, którzy również brali udział w wyborach jako obserwatorzy. O ile wśród obserwatorów z Instytutu Badań nad Stosunkami Międzynarodowymi panowała negatywna ocena przebiegu wyborów, o tyle wśród posłów i senatorów panował hurraoptymizm, niestety również bezpodstawny. Parlamentarzyści formułowali swoje opinie na podstawie krótkich, godzinnych lub niewiele dłuższych pobytów w lokalach i rozmowach z członkami komisji. Tak krótka obecność w miejscu głosowania nie uprawnia do tworzenia sądów na temat prawidłowości przebiegu wyborów. Rozmowy z członkami komisji, którym zależy na pozytywnej ocenie ich pracy, bądź którzy sami są odpowiedzialni za fałszerstwa, również nie mogą służyć za wartościowy materiał do wystawiania ocen. W zawiązanej dyskusji uderzające było entuzjastyczne podejście parlamentarzystów do ukraińskiej demokracji, do demokracji postrzeganej niestety jednoaspektowo, tylko jako procedurę wyłaniania rządzących w drodze wyborów powszechnych. Społeczeństwo obywatelskie, tolerancja, niezależność mediów – te zagadnienia, zdaniem polityków, nie warte były omawiania.
Po wizycie w ambasadzie można było udać się do Centralnej Komisji Wyborczej Ukrainy, w której podawano na bieżąco wyniki wyborów na podstawie głosów z komisji wyborczych, które zdążyły już podliczyć głosy. Mimo, że do poniedziałkowego południa nie zdołała tego zrobić nawet połowa z nich, prezentowane wówczas wyniki nie uległy zmianie. Zgodnie z przedwyborczymi przypuszczeniami, wygrała Partia Regionów, nie zdołała jednak ona sięgnąć po władzę, gdyż koalicję utworzyły partie wywodzące się z obozu pomarańczowego: Blok Julii Tymoszenko, Nasza Ukraina oraz Socjalistyczna Partia Ukrainy. Piątym ugrupowaniem, które przekroczyło 3% próg wyborczy, są komuniści.
Z pewnością przebieg wyborów należy oceniać pozytywnie, nie odnotowano poważnych naruszeń prawa w żadnym z regionów Ukrainy. Pod tym względem postęp w stosunku do roku 2004 jest więc diametralny, ale podziały i preferencje wyborcze zależne od miejsca zamieszkania i przynależności etnicznej nie uległy zatarciu. W ten sposób rosyjskojęzyczna wschodnia część kraju, Krym oraz region odeski, po raz kolejny czują się zawiedzione wynikami wyborów.
Piotr Kosowski
